(Prawie) wszystko, co gruszkowe jest bezkonkurencyjne, a gruszki w czerwonym winie — kuszą czerwienią z wierzchu i delikatną kremową zawartością w środku.
Gruszki są pyszne niemal w każdej postaci, dwie jedyne, których nie lubię, to bimber znany jako Poire William — ohydztwo pierwszej wody, całkowite marnowanie tej pysznej odmiany (ale nazwijcie coś eau de vie, a wielu osobom zacznie smakować lepiej), nadaje się tylko do tego, żeby je do czegoś dodać (podobnie jak jego jabłkowy odpowiednik, czyli calvados), oraz poire belle Hélène, czyli gruszka w gorzkiej czekoladzie. Ale to wynika z mojej niechęci do kombinacji owoców i czekolady.
Wszystkie inne postaci gruszek uważam za dobre lub bardzo dobre. Na przykład gruszkę gotowaną w czerwonym winie z korzeniami (moża dodać trochę miodu do redukującego się sosu) albo gruszki drążone, napełnione żurawinami i polane amaretto (parę informacji o samym Saronno >>), obtoczone w płatkach migdałowych i zapiekane w folii. Albo Birnenstrudel — gruszkowy odpowiednik strudla jabłkowego. Albo sałatkę z blanszowanych gruszek polanych sosem z jogurtu i roqueforta. Gruszki zawsze warto natrzeć cytryną — zachowują wtedy piękny kremowy kolor.