Zupa rybna ze słonego jeziora Bałtyk.Polskie wyspy, oddalone od głównego lądu tyle, że trzeba bardzo uważać, by zauważyć, że się wjeżdża na wyspę, mają piękne plaże i są idealnym miejscem na obserwację ptaków. Zjeść jednak, a już zwłaszcza smacznie zjeść, jest prawie niemożliwe. Wszędzie króluje gotowa kapusta kiszona, a jeśli w sałatce zapowiedziano paprykę, lepiej się spodziewać konserwowej, uniknie człowiek przykrych rozczarowań. Ponieważ autochtoni tych ziem wyjechali albo zostali wypędzeni, a ich miejsce zajęli przybysze zza Buga, tutejsza tradycyjna kuchnia jest wypadkową wyobrażeń i mitów o tradycyjnej kuchni polskiej. Dodatkowo tłumy niemieckich emerytów, którzy bez skrupułów przeżerają emerytury następnych trzech pokoleń, utwierdziły miejscowych w przekonianiu, że Eisbein to wymarzony obiad.
Tymczasem na Pomorzu, jak to w okolicach nadmorskich, tradycyjnie jadło się, co morze dało, przede wszystkim ryby. Na szczęście wystarczy przekroczyć granicę (niedługo ma być eurpociąg, który w rzeczywistości będzie odtworzeniem linii, która teraz dramatycznie urywa się na granicy, żeby dalej być już tylko przecinką w lesie), żeby zjeść pomorską zupę rybną, pożywną, warzywną zupę (koniecznie z kapustą, cebulą i ziemniakami) zaprawianą śmietaną i posypaną pietruszką. W takim rosole pływają duże kawałki ryby — dorsza atlantyckiego. Całość można popić Schwarzes Bier z prywatnego mikrobrowaru w Heringsdorfie, tamecznym pszenicznym albo pilznerem. Na przystawkę kanapki ze śledziem (jeśli w ogóle się śledzia jada, to jest on w postaci matjasów, bismarcków lub po prostu świeżutkiego płata śledzia) lub wędzonym turbotem albo bladym, dzikim łososiem. Mnie z przystawek rybnych o wiele bardziej smakuje jednak wynalazek sięgający nieco dalej na północ, cudowny szwedzki wynalazek znany jako gravad lax, o czym będzie dalej.
gdzie jest tradycja, czyli Pommersche Fischsuppe
wtorek, 4 wrzesień 2007 autor: cuppediae