Łosoś marynowany z koprem i sosem musztardowym. Trzeba czekać dwa dni, ale się opłaca!
Właściwie trudno go robić w małych ilościach, bo trzeba złożyć dwa płaty. Poza tym jest tak prosty, że każdy może błysnąć. Owe dwa płaty muszą być ze skórą, którą trzeba obrać z łuski. Potrzeba duży pęczek (zimą to dwa) koperku lub paczkę suszonego. Najpierw robi się wyściółkę koprową pod pierwszy płat. Marynatę robi się z soli (pięć–sześć łyżek), cukru (3 łyżki), dwie łyżki pieprzu ziarnistego, trzy łyżki ziela angielskiego i jakiś mocny alkohol (koniak na przykład lub gin, który jest bardziej tradycyjny; w wersji z ginem można nie dawać owoców jałowca, w wersji z koniakiem można dodać łyżkę). Przyprawy tłucze się w moździerzu, dość grubo, miesza z solą i cukrem i w ostatniej chwili dodaje alkohol — ma się zrobić coś w rodzaju śniegu. Marynatą naciera się wszechstronnie ryby, potem układa się je na wyściółce: najpierw jeden płat, potem koper i drugi płat — na waleta, tzn. ogonem do głowy. Przykrywa się to folią spożywczą, przyciska i obciąża i wkłada do lodówki na 6-8 godzin, po którym to czasie należy zlać powstałą wodę, filety obrócić z góry na dół i znów włożyć do lodówki — i tak przez dzień lub dwa (grube filety wymagają dni dwóch).
Potem można rybę jeść pokrojoną w plastry, cieniutko, lub w grubsze kawałki — z rusztu.
Do ryby pokrojonej cieniutko przyda się sos musztardowy, który robi się tak: trzy łyżki oliwy z oliwek i dużą łyżkę musztardy francuskiej (czyli mniej więcej półtorej łyżki; ja używam diżońskiej mocnej, ale można użyć ziarnistej), po pół łyżki cukru i octu oraz dwie–trzy łyżki kopru, sól i pieprz do smaku (w przypadku musztardy diżońskiej trzeba uważać, jest bowiem ona sama z siebie słona) miesza się, aż powstanie jedwabisty krem.