Świąteczna rzecz, noworoczna. Z pachnącym migdałowo-rodzynkowym farszem.
Nie robię całego indyka, bo trzeba byłoby go zamrozić w porcjach albo zaprosić z 15 osób. Kupuję więc pierś, a farsz robię w brytfance obok. Pieczenie jest dosć proste, naciera się indyka oliwą, ziołami, można go trochę potrzymać w tym wszystkim i białym winie, z jabłkami, żeby ładnie pachniał. Ja nacieram go jeszcze stopionym klarowanym masłem i dodaję trochę szafranu (trzeba uważać, żeby się żółte ciapki nie porobiły). Na każde 0,5 kg 15 minut pieczenia w 200°C, trzeba mięso regularnie polewać jego własnym sosem. Farsz wymaga bułki, czerstwej, namoczonej w mleku, jajka (jeśli się pianę ubitą z białek doda na koniec, farsz będzie bardziej puszysty), wątróbki z indyka (albo kury, ale wtedy ze dwóch), migdałów, namoczonych w dobrym słodkim winie rodzynek, trochę bułki tartej, pęczka drobno posiekanej pietruszki, ja daję też trochę koniaku. Robi się z tego taką dość płynną masę, mieląc wszystko, z wyjątkiem rodzynek i migdałów, które dodaje się na końcu, średnio drobno w blenderze. Na wątróbkę trzeba uważać — ma tendencję do dominowania smaku całości, a tu chodzi o to, żeby na łagodnym tle bułki czuć słodycz rodzynek i ostrość wątróbki. Farsz jest gotowy, kiedy patyczek jest suchy, powinien się wtedy dać wyłożyć na talerz z wysypanej bułką brytfanki (ja używam okrągłej, ładnie wtedy wygląda).
indyk faszerowany
Środa, 2 styczeń 2008 autor: cuppediae