Płaskie placki z mąki gryczanej (w wersji biednej) lub pszennej (w wersji pańskiej), drożdżowe, smażone. Dobre z kawiorem, łososiem, jesiotrem albo twarożkiem. Bliny, tradycyjna potrawa maslenicy — ostatniego tygodnia przed Wielkim Postem.
Bliny nie są trudne, wymagają tylko cierpliwości. Najpierw robi się zaczyn. Można użyć mąki pszennej i gryczanej pół na pół, można samej gryczanej, wtedy potrzebny będzie olej do ciasta, inaczej bliny będą bardzo suche. Na 3-4 dkg drożdży potrzeba pół litra mleka i pół kilograma mąki, jeśli mieszanej, to mniej więcej pół na pół — lepiej dać więcej pszennej niż gryczanej. Do tego trzy jajka, sól, odrobina cukru do zaczynu, odrobina roztopionego masła lub oleju. Zaczyn robi się tylko z mąki pszennej, mniej więcej z połowy. Do tego dodaje się kubek ciepłego, ale nie gorącego mleka, w którym rozpuszcza się drożdże. Wtedy już czuć ten piękny zapach. Rozrabia się to na gładką masę, przykrywa ściereczką i ustawia w ciepłym miejscu na pół godziny albo dłużej — zaczyn ma podwoić objętość.
Następnie dodaje się wszystkie pozostaĸe składniki, dobrze, żeby mleko było ciepłe, a jajka poleżały wcześniej w cieplejszym miejscu w kuchni, żeby nie były prosto z lodówki, na tym etapie będą potrzebne żółtka. Wszystko wyrabia się, aż ciasto będzie gładkie i sprężyste. Warto wyrabiać w dużym naczyniu, bo ciasto będzie rosło — i to solidnie (jakieś 2 razy). Znowu przyda się ściereczka do przykrycia naczynia. W ciepłym miejscu ciasto rośnie 2 godziny, czasem dłużej, nawet do trzech godzin. Do wyrośniętego ciasta dodaje się pianę z ubitych białek i delikatnie miesza całość. Znów daje mu się przez chwilę podrosnąć (ale to już krótko, kilka minut).
Smaży się na dobrze rozgrzanej patelni — ja używam do tego celu ghî. Usmażone bliny dobrze jest trzymać w ciepłym piecyku.
Jemy to zwykle z łososiem marynowanym albo z twarożkiem z czosnkiem, szczypiorkiem i rzodkiewką. Albo z sosem jogurtowo-czosnkowym z majerankiem.