Truffade jest w gruncie rzeczy podobna do tartiflette, tyle tylko, że ser jest nie z Alp, a z Owernii — cantal, dobry, ale na ten cel zjadany jeszcze w dziecięctwie.
Cantal, kiedy jest wyrabianym w burons, dojrzewającym nawet do 6–8 miesięcy cudownym salers przeistacza się w gwiazdę pierwszej wielkości (AoC). Potrzebny jest boczek, ziemniaki, bardzo młody cantal, czosnek, przyprawy, na koniec można posypać pietruszką. Ziemniaki pokrojone w talarki poddusza się z pokrojonym w kostkę i podsmażonym boczkiem (w wersji bardzo wiejskiej można je dusić z pokrojoną w kostkę słoniną), a kiedy są już prawie miękkie, dorzuca się czosnek (drobniutko pokrojony), dodaje się ser, i czeka, aż ser się stopi. Miesza się to wszystko dobrze, a przed podaniem przytrzymuje na chwilę na ogniu, żeby od spodu zrobiła się milutka skórka. Pietruszką (posiekaną) posypuje się przed podaniem. Oczywiście naturalnym towarzystwem truffade jest owernijska szynka (jest to jeszcze jedna suszona szynka, podobna do jamón serrano czy prosciutto di Parma) i sałata oraz butelka wina.
Jeśli chodzi o zastępowanie młodego cantala, to oczywiście można spróbować z dowolnym młodym, bardzo miękkim serem. W ogóle można serowe wynalazki potraktować jak inspirację, a kiedy się trafi okazja (reblochon bywa w pewnych delikatesach na Nowym Świecie, cantal też, ale zwykle jako salers), koniecznie spróbować wersji regionalnej.