era chłodnika
niedziela, 4 maj 2008 autor cuppediae
Nadejście Ery Chłodnika zwiastuje pierwsza botwinka. U mnie jada się chłodnik do pierwszych chłodów.
Jest pewnie tysiąc patentów na chłodnik, ja mam tylko dwa (przynajmniej na chłodnik buraczany): jeden na wywarze z polędwicy cielęcej (bardzo dobry niegdyś w restauracji krakowskiego Grandu), drugi bez. Do obu wariantów można dodać startego małosolnego ogórka (kiedy już jest). Najpierw jednak trzeba króciutko zblanszować posiekaną botwinkę w bardzo niedużej ilości wody i natychmiast wstawić ją do lodowatej wody, żeby zachowała kolor. Kiedy botwinka jest młodziutka, niedużo w niej buraczanego smaku i koloru, dlatego na podorędziu trzeba mieć dobry barszcz (można go zakwasić kilka dni wcześniej, można się ratować jakimś koncetratem, np. Krakusem). Potem zaczyna się siekanina: szczypiorek, zielone ogórki, czosnek, jajko (ugotowane; wiem, że czasem daje się jajko w ćwiartkach, ale to dość niewygodne, ja wolę pokrojone w kostkę za pomocą krajalnicy do jajek) i rzodkiewki. Niektórzy dodają jeszcze koper, ale ja uważam, że dominuje on cały smak i szkodzi. Teraz trzeba wyważyć barszcz z jogurtem i maślanką oraz solą i pieprzem. Chłodnik musi być gęsty. Najchętniej robię chłodnik na gęstym jogurcie, ale maślanka Robico daje taki przyjemny fizz na języku, lekko szczypie, lekko się perli, bardzo przyjemne uczucie. W każdym wypadku warto schłodzić w lodówce minimum przez pół godziny (a lepiej z godzinę, potem warzywa robią się zbyt miękie i niedobre), niech się przegryzie.