Ma niezbyt długą historię, ale już weszło do kanonu śniadaniowego. Wariacja na temat Birchermüesli complet to moje najczęstsze śniadanie, kiedy nie ma obfitości owoców i warzyw: miseczka zbożowych płatków z bakaliami, bułeczka (szczęśliwie za rogiem jest genialna piekarnia, a po drodze z pracy Vincent Boulangerie et Pâtisserie) i kawa z mlekiem (no, dobrze, poranne cappuccino). Akurat, by około południa mieć ochotę na lunch.Müsli można kupić oczywiście gotowe, ale mnie zwykle w nich coś nie odpowiada — nie lubię suszonej papai ani płatków kukurydzianych, nie bardzo mi smakują suszone płatki bananowe ani ananasowe. Mieszam więc samodzielnie. Kupuję (zwykle tzw. „organiczne” czy ekologiczne, bo inne trudno dostać) płatki gryczane i orkiszowe, do tego płatki owsiane (pełnoziarniste, co często oznacza „organiczne”, ) i jęczmienne. Jeśli są podpieczone, wspaniale, jeśli nie — podpiekam na złocisto (można też podpiec z odrobiną miodu, żeby się glazura zrobiła). Dodaję grubo utłuczonych orzechów, migdałów (w płatkach lub grubo potłuczonych), rodzynek, mieszam, przekładam do plastykowego pojemnika i gotowe. Kiedy mi przyjdzie ochota, uzupełniam świeżymi owocami (np. bananem, gruszką, jabłkiem, a latem też jagodami lub malinami) lub suszonymi (morele, figi, daktyle, gruszki). Jeśli ktoś lubi albo musi, może całość osłodzić miodem.
Müsli można, a zgodnie z oryginalnym pomysłem nawet trzeba, namoczyć dzień wcześniej (nawet 12 godzin) w wodzie. Pierwotnie było dość kwaśne: dodawało się kwaśne, świeże jabłka i sok cytrynowy, a dla równowagi słodzone zagęszczane mleko. Można je też namoczyć w mleku lub jogurcie — chodzi o to, żeby rano mieć breję. Do niej dopiero dodaje się owoce (jeśli ktoś lubi) i bakalie. Ja zalewam zbożowo-bakaliową mieszankę na noc i zostawiam w lodówce, a rano ewentualnie dodaję owoce.